...oczami Liama...
Po powrocie do domu postanowiliśmy pojechać do mojej siostry i do Hazzy. Kiedy dotarliśmy do domku w którym się zatrzymali zobaczyłem w oknie, że ktoś tańczy. Jak się przypatrzyłem to zauważyłem że była to Angela. Tak strasznie się cieszyłem z tego że nareszcie zatańczyła. Bez zastanowienie poszedłem z chłopakami i zadzwoniłem do drzwi. Po chwili otworzyła mi drzwi drobniutka osóbka zwana moją siostrą.
-O kurwa prawie całe One Direction co wy tu robicie?-zapytała z rozbawieniem
-No ładnie nas witasz. - powiedziałem po czym An rzuciła mi się na szyję
-Boże jak się cieszę, że przyjechaliście.-powiedziała z tym jej szerokim uśmiechem ale gdy spojrzała na Louisa jej uśmiech znikł. Nie wiedziałem o co może chodzić. Później jej zapytam.
...oczami An...
Spojrzałam na Lou z obrzydzeniem i pogardom.
-To co An misiaczek?- zapytał mnie Louis i już chciał przytulić ale przerwałam jego zamiary.
-Nie dotykaj mnie!-krzyknęłam na niego.
-No An ja się chcę tylko przytulić.-powiedział spokojnie.
-Nie dotykaj mnie powiedziałam!-znowu krzyknęłam, ale na marne bo i tak mnie przytulił. Gdy to zrobił ja zaczęłam krzyczeć. Wtedy on odsuną się one mnie, a ja przytuliłam się do Zayna. Tak do Zayna nie mojego brata, do którego teraz zaczęłam czuć żal, że kazał mi zamknąć Hazzę w sypialni. Gdybym go nie zamknęła to wtedy Lou nie mógłby powiedzieć do mnie takich słów, a Harry by się nie obraził. Zayn zaczął mnie przytulać i pocieszać, a ja płakałam w jego ramię. Wtedy z znikąd znizowąt pojawił się Harry.
-An czy to zdra...-nie dokończył bo popatrzyłam na niego, a on chyba się zorientował. - No choć tu.-powiedział. Ja tylko pokiwałam głową na nie i mocniej przytuliłam Zayna. Czułam się przy nim taka.......bezpieczna. Tak bezpieczna.
-No dobra wchodźcie-powiedział Harry. Chciałam iść ale prawie upadłam dlatego Zayn postanowił, że weźmie mnie na ręce.Gdy weszliśmy do salonu wszystkie pary oczu były skierowane na nas. Ale nas to nie obchodziło. Po chwili wszyscy wyszli i została tylko Sam. Gdy usiedliśmy na kanapie, od razu koło mnie pojawił się Lou.
-Zayn, zabierz go ode mnie. Proszę-szepnęłam do Zayna, a on zamienił się ze mną miejscem i wtedy siedziałam pomiędzy Harry'm i Zaynem. Moje serce też było pomiędzy nimi. Dziwne uczucie.
-No więc..-odezwał się mój brat
-Więc.-powtórzyłam za nim.
-Co się tub działo zanim przyjechaliśmy?-spytał.
-No więc może ja opowiem.- zerwała się Sam. - A tak poza tym jestem Sam. Ale was znam i nie musicie się przestawiać-dodała.
-Hej - powiedzieli wszyscy chórem oprócz Harry'ego.
-No więc opowiadaj-powiedział mój wybawiciel.
-Zaczęliśmy grać w butelkę...
-Fajnie się zapowiada - powiedział mój brat spoglądając na mnie.
-Nie przerywaj jej-powiedziałam do niego i pokazałam język.
-Dzięki An.-powiedziała po czym kontynuowała.-Więc graliśmy w butelkę i wyszło na An. Wybrała wyzwanie więc kazałam jej całować się przez 2 minuty z osobnikiem płci męskiej siedzącym po jej lewej stronie.
-Noi kim był ten koleś?- zapytał podchwytliwie Hazz.
-To byłeś ty pacanie.-powiedziała do niego Sam.
-CO???-wtedy Liam i Zayn wstali z kanapy krzycząc jednocześnie.
-No właśnie mówię.-powiedziała Sam.
-I co pocałowaliście się?-zwrócił się do mnie mój brat, a ja milczałam.
-O tak. Całowali się namiętnie przez calutkie 2 minuty.-palnęła Sam, a ja popatrzyłam na nią wzrokiem pełnym bólu.
-Jak mogłaś An. Traktowałem cię jak dorosłą osobę, a ty tak po prostu się z nim całowałaś!!-krzykną do mnie Liam.
-Nie krzycz na mnie!- ryknęłam na niego.
-Nie będziesz mi mówiła co mam robić gówniaro. A teraz wypierdzielaj na górę smarkulo!!!-rykną na mnie a po moich policzkach spłynęły łzy.-No nie słyszałaś na górę!- znowu rykną, a ja bez zastanowienia podeszłam do niego i uderzyłam w policzek. Jak to zrobiłam Liam popatrzył na mnie tym swoim surowym wzrokiem, który na mnie nie zrobił mniejszego wrażenia.
-Nienawidzę cię Liam i nigdy powtarzam NIGDY nie zdobędziesz już mojego zaufania!-krzyknęłam na niego po czym pobiegłam na górę. Wspięłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Po chwili ktoś usiadł na moim łóżku.
-Możesz mnie opuścić kimkolwiek jesteś? Nie chcę teraz nikogo widzieć.-powiedziałam miejąc nadal głowę w poduszkach.
-Nawet mnie?-od razu rozpoznałam ten głos. To był Zayn. Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się lekko.
-Nie ciebie to akurat mam ochotę widzieć.-powiedziałam.
-To się cieszę, a teraz opowiedz mi wszystko po kolei.-powiedział, a ja zaczęłam mu mówić co się stało. O telefonie Liama, o zamknięciu Hazzy, o Lousie i o tej nieszczęsnej grze, którą wymyśliłam ja.
-An tak mi przykro, nie wiedziałem że Lou coś takiego do ciebie powie-powiedział po czym przytulił mnie.
-Zabierz mnie stąd. Jak najdalej od nich. Od mojego brata, od Louisa, od Sam i od Hazzy.
-Oczywiście.-powiedział i uśmiechną się do mnie. Po czym pociągną mnie w stronę wyjścia z mojej sypialni.
-Poczekaj muszę się przebrać.-powiedziałam roześmiana.
-Dobra to czekam. - powiedział po czym dodał - Chociarz nie, rozmyśliłem się też pójdę się przebrać.
-Ok - powiedziałam po czym zniknęłam w głębi łazięki. Gdy już zrobiłam makijaż, uczesałam włosy i ubrałam się wyszłam z łazięki. Zastałam siedzącego na łóżku Zayna.
-To co idzemy?-zapytałam go.
-Ty chcesz tak wyjść?-zapytał mnie - Zimno ci będzie.-stwierdził.
-W tańcu będzie mi ciepło.
-Ale jak to w tańcu?-znowu to nieszczęsne pytanie.
-Idziemy na imprezę. Przecierz nie będziemy tu tak siedzieć co nie.-powiedziałam mu. Nie zdążył mi odpowiedzieć bo już byliśmy w salonie. Wszyscy na nas patrzyli. No tak przevież trzymałam za ręke Zayna i ciągłam go do drzwi.
-Gdzie się wybieracie?-spytał mój brat.
-Gówno cię to obchodzi.-odpowiedziałam mu.
-Może by tak grzeczniej?!-krzykną na mnie Liam.
-Nie!-powiedziałam zdenerwowana przez zęby i wyszliśmy. Szliśmy drogą trzymając się za ręce.
...oczami Zayna...
Trzymała mnie za ręke. Czułęm sie jak w niebie. W pewnej chwili stanęliśmy przed jakimś klubem. Chwile nad czymś myślała lecz po chwili podciągnęła swoją koszulę i zawiązała pod biustem. Spojżałem na nią ze zdziwieniem.
-Chcesz wejść do klubu? - pokiwałęm głową na znak że tak.- To chodź, patrz i podziwiaj.
Poszedłem za nią. Stanęliśmy na przeciw ochroniarza. Ochroniarz ilustrował jej ciało od góry do dołu. No tak miała odsłonięty cały brzuch.
-Hej-powiedziała uwodzicielsko.
-Cześć - powiedział do niej - Co tak piękna i sexsowna dziewczyna tu robi?-zapytał ochrypłym głosem
-A tak przyszliśmy się z kolegą zabawić.-powiedziała po czym oblizała swoje usta. Boże jak ja pragnąłem posmakować jej ust. - Przepraszam ktoś do mnie dzwoni.-powiedziała słodkim głosikiem i odeszła od nas na 3-4 metry. Ocgroniarz bez skrupułów gapił się na jej tyłek. Coś tam powiedziała i wróciła do nas.-To co możemy wejść?-zapytała.
-Oczywiście, takie dziewczyny są zawsze mile widziane-powiedział i wręczył jej do ręki jakiś kluczyk.-Macie tylko nie zagłośno mi tam.-dodał.
-Dzięki-powiedziała i puściła do niego oczko, a ten klepną ją w tyłek. Od razu jak weszliśmy ona spuściła koszukę i odetchnęła głośno.
-No ładne przedstawienie.-powiedziałem
-Dzięki
-Robiłaś już tak kiedyś?- zapytałem, a ona pokiwała głową na nie
-Idę po coś do picia chcesz coś?-zapytała.
-Zdaję się na ciebie.-powiedziałem uśmiechająć się do niej, a ona oddała uśmiech. Po chwili przyszła z dwoma drinkami. Podała mi jeden i upiliśmy z nich łyki. Nawet nie zauważyłem gdy nasze kieliszki były puste. Angela pociągnęła mnie za ręke.
-Idziemy tańczyć-powiedziała próbując przekszyczeć muzykę.
-Z tobą zawsze i wszędzie.-powiedziałem do niej. Gdy weszliśmy na parkiet akórat leciała wolna piosenka. Tańczylismy przytuleni do siebie. Nagle muzyka ucichła.
-No to sobie potańczyliśmy.-powiedziała An.
-No może nie długo ale dla mnie to były najpiękniejsze chwile.
...oczami An...
Uśmiechnęłam się na jego słowa. Po jakiejś godzinie opuściliśmy klub. Podszedł do nas tez sam ochroniarz który nas witał.
-Mam nadzieje że bawiliście się dobrze.-powiedział.
-Bawiliśmy się przecudownie dzięki.-puściłam do niego oczko i oddałam klucz do pokoju w którym wcale nie byliśmy, ale chuj z tego. Szliśmy znowu trzymając się za ręce. Nie wiem jakim cudem znaleźliśmy się w sypialni. Przebrałam się do mojej "piżamy" i opuściłam łaziękę. W pokoju zawitał mnie Zayn.
-Świetnie się z tobą bawiłem.-powiedział wyciągając do mnie rękę albym do niego podeszła. Zaakceptowałam jego ruch i zbliżyłam się do niego.
-Ja też świetnie-powiedziałam.
-Jest tylko jedna rzecz którą chciałęm zrobić od razu po wejściu do klubu.-powiedział nadal siedziąc.
-A mianowicie jaka?-zapytałam a on zrobił coś czego bym się nie spodziewała. Wstał i pocałował mnie. Tak po prostu mnie pocałował. Nagle oblą mnie w talii i zaczą całować namiętniej. Nie wiem do czego by doszło gdzyby nie przeszkodził nam trzask drzwi do sypialni. Oderwaliśmy się od siebie. To Harry. Był zły, nawt bardzo. Momentalnie wypchną Zayna z sypialni i sam położył się do łóżka. Położyłam się koło niego.
-Harry?-zapytałam
-Nie odzywaj się do mnie.-rzucił krótko. Po jego odpowiedzi zasnęliśmy po dwuch stronach łóżka.
___________________________________________________________________________________________I już jest. Czekam na komentarze/////Alex :)
piątek, 18 października 2013
czwartek, 17 października 2013
rozdział 12 - ja się go boję
włącz
RANO
...oczami An...
Obudziłam się i zobaczyłam śpiącego Hazze. Spał tak słodko że aż żal było go budzić, więc szybko zwlekłam się z łóżka i podreptałam do łazięki. Ubrałam się tak, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Udałam się na dół i postanowiłam zrobić nam śniadanie. Gdy smarowałam kromki chleba margaryną zadzwonił mój telefon. Liam dzwonił. Dałam na głośnomówiący.
-Tak braciszku?
-No hej. Słuchaj Harry jest może w pobliżu?-zapytał mnie.
-Nie Harry śpi.
-To dobrze. Posłuchaj Louis tam jedzie i chce z tobą porozmawiać.
-Noi. Co to ma wspólnego z Harry'm?
-Posłuchaj idź zamknąć Hazzę w sypialni żeby nie słyszał, ani nie widział waszej rozmowy.
-Ale cz...
-Nie pytaj tylko zrób to o co cię proszę.-przerwał mi.
-Ok. Kocham cię Liaś.
-Ja ciebie też. Pa.
-No baj- i rozłączył się. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Nagle niespodziewanie przyszedł Harry.
-O widzę, że coś tam pichcisz.-powiedział przytulając się do mnie i właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Już wiedziałam, że to Lou, więc natychmiast wpiłam się w usta Hazzy i podążałam z nim w kierunku sypialni.
-An bardzo podoba mi się twoja propozycja ale ktoś dzwoni.-powiedział na jednym wydechu i znów zaczął mnie całować.
-To niech poczeka ja mam dużo ciekawsze zajęcie.-odpowiedziałam również na jednym wydechu.Gdy znaleźliśmy się w sypialni popchnęłam go na łóżko, a on ściągną koszulkę, czekając na jakiekolwiek poczynania z mojej ztrony, a ja tylko cofnęłam się do drzwi, szepnęłam cichę przepraszam, wyciągnęłam klucz i zamknęłam go. Coś krzyczał ale nie mogłam go zrozumieć. Szybkim krokiem poszłam otworzyć drzwi. I tak jak się spodziewałam stał w nich Louis lecz znowy nie był sobą, znowu jego oczy były jakieś zamglone.
-Hej Lou-powiedziałam i nagle Lou mnie popchną tak mocno że prawni straciłam równowagę jednak przez to że kiedyś tańczyłam, zachowałam ja.
-Dawno się nie widzieliśmy Angeliko.-powiedział i zbliżył się do mnie.
-Lou o co ci chodzi?-zapytałam go.
-Kochaj się ze mną Angelo, proszę. - powiedział i złapał mnie za kostki tak że upadłam i znalazłam się pod nim.
-Louis nie ma mowy.-zaprzeczyłam.
-Jak nie chcesz sama to ci pomogę.-powiedział i naglę usłyszeliśmy kroki.
-HARRY!!!!!!!!!!!!-zaczęłam głośno krzyczeć. Wtedy Harry przybiegł odciągną Louisa i odszedł siadając na kanapie. Spojrzałam na niego a następnie na Louisa który podążał w moim kierunku. Chwycił mnie za ramiona i podniósł do góry. Stanęłam na przeciwko niego i chciał mnie pocałować jednak zrobiłam unik i pocałował mnie w policzek.
-Jeszcze cię zerżnę zobaczysz. Będziesz mnie o to błagała.-powiedział i odwrócił się
-Jeszcze czego! Chyba po moim trupie!!!-krzyknęłam a on tylko machną ręką i wyszedł. Poszłam do kuchni wzięłam do ręki talerz. Razem z talerzem weszłam do salonu, usiadłam na fotelu i rzuciłam go w ścianę z taką siłą że jeszcze spadł obraz. Miałam zaciśnięte dłonie w pięści ze złości ale po chwili wybuchnęłam płaczem. Nagle podszedł do mnie Harry i zaczął przytulać.
...oczami Harry'ego...
Siedziała i płakała. Byłem na nią zły za tą akcję z zamknięciem mnie ale podszedłem do niej i przytuliłem ją. Spojrzała na mnie tymi jej pięknymi chociaż popuchniętymi od płaczu oczami.
-Ciii... wszystko będzie dobrze..-kołysałem ją w tą i z powrotem, aby się trochę uspokoiła
-Ja się go boję Harry i to bardzo.-powiedziała.
-Nie bój się on cię nie skrzywdzi obiecuję.-powiedziałem, a ona przytuliła się do mnie.
...oczami An....
Harry był prawdziwym przyjacielem nie wiem dlaczego go nie lubiłam.
-Dobra nie będziesz tu tak siedzieć i płakać.-powiedział Harry
-No to co robimy?-zapytałam gdy wrócił mi humorek

-Nie wiem TY wybieraj - powiedział i pokazał na mnie palcem.
-Dlaczego ja?-zapytałam śmiesznym głosem
RANO
...oczami An...
Obudziłam się i zobaczyłam śpiącego Hazze. Spał tak słodko że aż żal było go budzić, więc szybko zwlekłam się z łóżka i podreptałam do łazięki. Ubrałam się tak, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Udałam się na dół i postanowiłam zrobić nam śniadanie. Gdy smarowałam kromki chleba margaryną zadzwonił mój telefon. Liam dzwonił. Dałam na głośnomówiący.
-Tak braciszku?
-No hej. Słuchaj Harry jest może w pobliżu?-zapytał mnie.
-Nie Harry śpi.
-To dobrze. Posłuchaj Louis tam jedzie i chce z tobą porozmawiać.
-Noi. Co to ma wspólnego z Harry'm?
-Posłuchaj idź zamknąć Hazzę w sypialni żeby nie słyszał, ani nie widział waszej rozmowy.
-Ale cz...
-Nie pytaj tylko zrób to o co cię proszę.-przerwał mi.
-Ok. Kocham cię Liaś.
-Ja ciebie też. Pa.
-No baj- i rozłączył się. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Nagle niespodziewanie przyszedł Harry.
-O widzę, że coś tam pichcisz.-powiedział przytulając się do mnie i właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Już wiedziałam, że to Lou, więc natychmiast wpiłam się w usta Hazzy i podążałam z nim w kierunku sypialni.
-An bardzo podoba mi się twoja propozycja ale ktoś dzwoni.-powiedział na jednym wydechu i znów zaczął mnie całować.
-To niech poczeka ja mam dużo ciekawsze zajęcie.-odpowiedziałam również na jednym wydechu.Gdy znaleźliśmy się w sypialni popchnęłam go na łóżko, a on ściągną koszulkę, czekając na jakiekolwiek poczynania z mojej ztrony, a ja tylko cofnęłam się do drzwi, szepnęłam cichę przepraszam, wyciągnęłam klucz i zamknęłam go. Coś krzyczał ale nie mogłam go zrozumieć. Szybkim krokiem poszłam otworzyć drzwi. I tak jak się spodziewałam stał w nich Louis lecz znowy nie był sobą, znowu jego oczy były jakieś zamglone.
-Hej Lou-powiedziałam i nagle Lou mnie popchną tak mocno że prawni straciłam równowagę jednak przez to że kiedyś tańczyłam, zachowałam ja.
-Dawno się nie widzieliśmy Angeliko.-powiedział i zbliżył się do mnie.
-Lou o co ci chodzi?-zapytałam go.
-Kochaj się ze mną Angelo, proszę. - powiedział i złapał mnie za kostki tak że upadłam i znalazłam się pod nim.
-Louis nie ma mowy.-zaprzeczyłam.
-Jak nie chcesz sama to ci pomogę.-powiedział i naglę usłyszeliśmy kroki.
-HARRY!!!!!!!!!!!!-zaczęłam głośno krzyczeć. Wtedy Harry przybiegł odciągną Louisa i odszedł siadając na kanapie. Spojrzałam na niego a następnie na Louisa który podążał w moim kierunku. Chwycił mnie za ramiona i podniósł do góry. Stanęłam na przeciwko niego i chciał mnie pocałować jednak zrobiłam unik i pocałował mnie w policzek.
-Jeszcze cię zerżnę zobaczysz. Będziesz mnie o to błagała.-powiedział i odwrócił się
-Jeszcze czego! Chyba po moim trupie!!!-krzyknęłam a on tylko machną ręką i wyszedł. Poszłam do kuchni wzięłam do ręki talerz. Razem z talerzem weszłam do salonu, usiadłam na fotelu i rzuciłam go w ścianę z taką siłą że jeszcze spadł obraz. Miałam zaciśnięte dłonie w pięści ze złości ale po chwili wybuchnęłam płaczem. Nagle podszedł do mnie Harry i zaczął przytulać.
...oczami Harry'ego...
Siedziała i płakała. Byłem na nią zły za tą akcję z zamknięciem mnie ale podszedłem do niej i przytuliłem ją. Spojrzała na mnie tymi jej pięknymi chociaż popuchniętymi od płaczu oczami.
-Ciii... wszystko będzie dobrze..-kołysałem ją w tą i z powrotem, aby się trochę uspokoiła
-Ja się go boję Harry i to bardzo.-powiedziała.
-Nie bój się on cię nie skrzywdzi obiecuję.-powiedziałem, a ona przytuliła się do mnie.
...oczami An....
Harry był prawdziwym przyjacielem nie wiem dlaczego go nie lubiłam.
-Dobra nie będziesz tu tak siedzieć i płakać.-powiedział Harry
-No to co robimy?-zapytałam gdy wrócił mi humorek
-Nie wiem TY wybieraj - powiedział i pokazał na mnie palcem.
-Dlaczego ja?-zapytałam śmiesznym głosem
-Bo jesteś dziewczyną.-odpowiedział mi
-Ale ty masz słodkie loczki i dołeczki-przekomarzałam się z nim.
-Ale ty jesteś bardziej sexsi-powiedział mi
-O czyli jednak jesteś pojebany.-powiedziałam z uśmiechem.
-Nie jestem. Po prostu szaleję za tobą.
-Dobra wygrałeś, ja wybieram. Ale będziesz musiał się zgodzić.
-Co tylko chcesz.
-Więc zapraszamy tu Justina, Sami oraz znajomych mojej kochanej niewyżytej humorystycznie przyjaciółki i gramy w butelkę. Co ty na to?
-Gdybyś nie wspomniała o Justinie to bym się zgodził ale teraz to się muszę zastanowić..-powiedział
-OK czyli się zgadzasz.
-Nie powiedziałem tego
-Sorry już dzwonię.
(rozmowa)
-Hej Sami
-Hejka moja droga kochana i niewyżyta przyjaciółko. - odpowiedziała mi
-Grabisz sobie Sami. Dobra wracając zapraszaj znajomych i wpadaj do mnie pogramy w coś.
-Mówiąc coś masz na myśli butelkę?-zapytała mnie
-Rozgryzłaś mnie. Ale się zgadzasz. Wiedziałam masz tu adres.-powiedziałam jej adres. Po czym się rozłączyłam.
(koniec rozmowy)
Po nie całych 5 minutach przyszła Sam ze znajomymi. Przywitałam się ze wszystkimi i poszliśmy grać.
...oczami Harry'ego...
-Ej stop!-zawołała An
-Co?-zapytała się jej przyjaciółka Sam jak dobrze pamiętam
-Nie ma Justina-powiedziała An
-Ale bez niego damy sobie radę-powiedziałem.
-Może masz rację-powiedziała Angela.
Rozpoczęliśmy zabawę. Usiadłem obok Angeliki i popatrzyłem na nią a ona tylko się uśmiechnęłą. Pierwsza kręciła Sam. Wypadło na Angelę.
-No więc kochanie pytanie czy wyzwanie?-zapytała
-Jak śmiesz o to pytać oczywiście że, wyzwanie-powiedziała z ironią w głosie
-No więc masz całować osobę po twojej lewej stronie przez 2 minuty. - szybko popatrzyłem kto siedzi po lewej stronie i zorientowałem się że to ja.
-To ja wybieram pytanie-powiedziała An, a mi zrobiło się przykro.
-Och Angeliko czyżbyś wymiękała przecież to tylko niewinny całus?-spytała An, Sam
-Dla kogo niewinny dla tego niewinny.-powiedziała cicho jednak ja usłyszałem-Dobra zgadzam się -powiedziała już głośniej.
-No to 3,2,1 START!- gdy tylko krzyknęli słowo start An wpiła się w moje usta. Nasze języki toczyły zaciętą walkę, a ja coraz bardziej jej pragnąłem. I nagle krzyknęli STOP, a An przestał mnie całować.
Dla mnie to były najpiękniejsze 2 minuty mojego życia
-I jak wyszło-zapytała cicho patrząc mi w oczy
-Idealnie-odpowiedziałem równie cicho.
-Ej powtórka później-zawołał jeden z kolegó Sam. An tylko się uśmiechnęła i pokiwała głową w niedowieżaniu. Graliśmy tak aż znowu wypadło na An. Kręciłem ja
-WYZWANIE! - krzyknęła An.
-Doba złotko podobno tańczyłaś?-zapytałem
-No tak
-To zatańcz-takie dałem jej wyzwanie.
-Ale jak zatańczy ze mną Sam i inne dziewczyny.
-Dobra powiedziały chórem.
Sam wybierała piosenkę i zaczęły (An to ta w niebieskiej luźnej koszulce). Skończyła i tak zakończyliśmy naszą zabawę.
...oczami An...
Zatańczyłam ja naprawdę zatańczyłam. Nie mogłam w to uwieżyć. To było przecudowne. Nagle moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi.
rozdział 11 - Mam coś dla ciebie...
RANO
...oczami An...
Wstałam o 10.30. I tak pół nocy nie spałam bo myślałam o tym dupku. Już wiem co zrobię wrócę do domu. Tak to będzie najlepsze wyjście. Poszłam do łazięki i ubrałam się w to. Włosy spięłam w kucyk. Gdy byłam gotowa zeszłam na dół. Justina nie było leżała tylko jakaś karteczka którą zignorowałam ją i poszłam zjeść śniadanie. Gdy już zjadłam podreptałam po swoją walizkę wkładając do niej rzeczy które jeszcze leżały. Szybko wzięłam jakąś kartkę i napisałam na niej, że bardzo dziękuje za przenocowanie i już wyszłam. Szłam na postuj taksówek i właśnie tam zobaczyłam Harry'ego. Nie zwracając na niego uwag podeszłam do jakiejś taksówki.
-Przepraszam czy może mnie pan tam zawieść?-podałam kierowcy karteczkę z adresem
-Niestety nie kursujemy tak daleko. Przykro mi-od powiedział kierowca
-Dobrze. Do widzenia.-powiedziałam smutna i poszłam usiąść na ławeczce. Nagle zadzwonił mój telefon. Dzwonił nieznany numer. Odebrałam.
-An.-odezwała się Sam
-Hej Sam. -od powiedziałam smutna
-Hej co się stało?-zapytała zmartwiona
-Chcę wrócić do domu ale nie wiem jak daleko mnie ten dupek wywiózł-od powiedziałam prawie płacząc.
-To przyjedź do mnie napiszę ci Emsem adres-powiedziała
-OK kocham cię i cieszę się że się wszystko między nami ułożyło. - powiedziałam tak żeby Hazz usłyszał.
-No ja też baj.
-Baj.
...oczami Harry'ego...
Obudziłem się zdezorientowany bo nie było rzeczy An tylko karteczka na której było napisane:
Tak mi to okazujesz? Nigdy ci tego nie wybaczę. Zraniłeś mnie i to nie wiesz jak bardzo. Pewnie jak się obudzisz nie będzie mnie w domu i nie martw się nie wrócę. JAK MOGŁEŚ?!!!??!
NIE twoja już Angelika.
Boże co ja znowu zrobiłem, nic nie pamiętam. Ubrałem się i poszedłem się przejść. Najpierw udałem się na postuj taksówek. I bingo była tam. Najpierw rozmawiała z kierowcą taksówki, a następnie rozmawiała prze telefon. To co wtedy usłyszałem o mało co nie wytrąciło mnie z równowagi. Między nią, a kim się ułożyło? Byłem zdruzgotany, natychmiast do niej podeszłem.
-An kochanie znalazłem cię, nareszcie nie wiesz jak się o ciebie martwiłem.-powiedziałem i chciałem się do niej przytulić, ale ona wstała i uderzyła mnie w policzek.
-Martwiłeś się hahahah chyba w dupie.
-An o co ci chodzi. Wróć ze mną do domu proszę - mówiłem łamiącym głosem
-Nie czytałeś liściku. Nigdy ale to NIGDY z tobą nie wrócę!!!-krzyczała na mnie.
-Ale An ja cię kocham-powiedziałem spokojnie.
-Jasne. A kochałeś mnie jak mówiłeś do mnie, że tylko ktoś chory zdoła mnie pokochać. Żebym spierdalała bo ci tylko na głowę wchodzę. CO!!!! Wtedy mnie kochałeś?! Nie sądzę.- wybuchła. Miała łzy w oczach. To było widać.
-Ale...-nie dała mi skończyć.
-Nie ma ale Harry. To bolało i boli!-chciałem jej dotknąć ale odrzuciła moją rękę-Nie dotykaj mnie Harry. Daj mi już spokuj.
...oczami An...
Gdy tak do niego mówiłam zauważyłam w oddali Justina, który śmieje się z zaistniałej sytuacji. Podszedł do nas.
-Hej An kotku. Uciekłaś ode mnie z łóżka więc musiałem cię poszukać-dał mi buziaka w policzek, a ja już wiedziałam o co mu chodzi.-O cześć Harry.
-Spierdalaj od niej-powiedział po cichu Hazz, ale ja i tak słyszałam
-Skarbie nie mów da mnie kotku do ci zaraz przypierdolę, a ty Hazz mówłeś coś?-obojgu zrzedła mina
-Ale jak to, myślałem że.. - nie dokończył bo mu Harry przerwał
-Co myślałeś że jak u ciebie An zanocuję to będziesz się mógł tak do niej zwracać? Przeciesz ty masz dziewczynę-powiedział Hazz
-No właśnie, a teraz pozwól, że pójdę z Harrym do NASZEGO domu.
Szliśmy w zupełnej ciszy. Nikt nie chciał jej przerwać.
-An-zaczą Harry
-Tak?
-Mam coś dla ciebie.
-A co?-zapytałam z lekkim uśmiechem
-Zobaczysz jak przyjdziemy do domu
Weszliśmy do domu i zobaczyłam pięknie przystrojony stół.
-Harry to piękne ale ja jestem nie odpowiednie ubrana.
-To leć się przebrać. W łazięce masz ubrania.
Weszłam do łazięki i ubrałam się w naszykowaną prze Harry'ego sukienkę i buty. No nie powiem miał dobry gust, sukienka leżała idealnie. Włosy spięłam tak. Miałam długie włosy więc wyszło idealnie. Do tego lekki makijaż oczu i byłam gotowa. Zeszłam na dół i zobaczyłam Harry'ego z różą w zębach.
-Hazz pacanie bo się skaleczysz - podeszłam do niego i wyjęłam mu róże
-Róża dla ciebie mnie nie kaleczy.-powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Dzięki-powiedziałam
-Siadajmy-powiedział po czym zajęliśmy miejsca. Cały czas gdy jedliśmy Harry spoglądał na mnie. Nagle po prostu nie wytrzymałam wzięłam jedzenie i poszłam zjeść na kanapę.
-An kochanie chodź tu do mnie zjeść bo mi się samamu nudno robi.
-Nie będę jadła w twoim towarzystwie.-odpowiedziałam mu
-A to niby dlaczego-podszedł do mnie i wziął mi talerz.
-Ej-krzyknęłam.
-Co już skończyłaś-powiedział żartobliwie.
-Nie prawda wcale, że..-nie dokończyłam bo patrzyłam jak bierze sobie do ust całkiem spory kawałek mojego kurczaka..
-Mówiłaś coś?-zapytał z pełnymi ustami.
-Już nic. -odpowiedziałam i zobaczyłam jak wypluwa mojego kurczaka na talerz.-Harry jesteś obrzydliwy.
-Tak, to jak jestem obrzydliwy to cię zaraz zgwałcę.-powiedział ze śmiechem.
-CO?- nie mogłąm skończyć bo rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać. Gdy przestał poszłam się umyć i spać. Gdy już prawie zasypiałam wszedł Hazz i wpakował mi się do łóżka.
-Harry ja chcę się wyspać-powiedziałam
-No ja też-odpowiedział
-Tylko ja się chcę wyspaś sama.
-An ale mi tam samemu zimno. Mogę zostać plisssss-zaoytał z oczkami kota ze shreka.
-No dobra śpij już-uległam.
-Dzieki kocham cię-powiedział.
-Ta fajnie bo ja ciebie też.-i gdy to powiedziałam Hazz dał mi bardzo czułego buziaka na dobranoc. Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
__________________________________________________________________________________Post dodaje na moje urodziny. Wszyscy mnie błagali żeby była z Harry'm i tak będzie obiecuję/wasza Alex.
...oczami An...
Wstałam o 10.30. I tak pół nocy nie spałam bo myślałam o tym dupku. Już wiem co zrobię wrócę do domu. Tak to będzie najlepsze wyjście. Poszłam do łazięki i ubrałam się w to. Włosy spięłam w kucyk. Gdy byłam gotowa zeszłam na dół. Justina nie było leżała tylko jakaś karteczka którą zignorowałam ją i poszłam zjeść śniadanie. Gdy już zjadłam podreptałam po swoją walizkę wkładając do niej rzeczy które jeszcze leżały. Szybko wzięłam jakąś kartkę i napisałam na niej, że bardzo dziękuje za przenocowanie i już wyszłam. Szłam na postuj taksówek i właśnie tam zobaczyłam Harry'ego. Nie zwracając na niego uwag podeszłam do jakiejś taksówki.
-Przepraszam czy może mnie pan tam zawieść?-podałam kierowcy karteczkę z adresem
-Niestety nie kursujemy tak daleko. Przykro mi-od powiedział kierowca
-Dobrze. Do widzenia.-powiedziałam smutna i poszłam usiąść na ławeczce. Nagle zadzwonił mój telefon. Dzwonił nieznany numer. Odebrałam.
-An.-odezwała się Sam
-Hej Sam. -od powiedziałam smutna
-Hej co się stało?-zapytała zmartwiona
-Chcę wrócić do domu ale nie wiem jak daleko mnie ten dupek wywiózł-od powiedziałam prawie płacząc.
-To przyjedź do mnie napiszę ci Emsem adres-powiedziała
-OK kocham cię i cieszę się że się wszystko między nami ułożyło. - powiedziałam tak żeby Hazz usłyszał.
-No ja też baj.
-Baj.
...oczami Harry'ego...
Obudziłem się zdezorientowany bo nie było rzeczy An tylko karteczka na której było napisane:
Tak mi to okazujesz? Nigdy ci tego nie wybaczę. Zraniłeś mnie i to nie wiesz jak bardzo. Pewnie jak się obudzisz nie będzie mnie w domu i nie martw się nie wrócę. JAK MOGŁEŚ?!!!??!
NIE twoja już Angelika.
Boże co ja znowu zrobiłem, nic nie pamiętam. Ubrałem się i poszedłem się przejść. Najpierw udałem się na postuj taksówek. I bingo była tam. Najpierw rozmawiała z kierowcą taksówki, a następnie rozmawiała prze telefon. To co wtedy usłyszałem o mało co nie wytrąciło mnie z równowagi. Między nią, a kim się ułożyło? Byłem zdruzgotany, natychmiast do niej podeszłem.
-An kochanie znalazłem cię, nareszcie nie wiesz jak się o ciebie martwiłem.-powiedziałem i chciałem się do niej przytulić, ale ona wstała i uderzyła mnie w policzek.
-Martwiłeś się hahahah chyba w dupie.
-An o co ci chodzi. Wróć ze mną do domu proszę - mówiłem łamiącym głosem
-Nie czytałeś liściku. Nigdy ale to NIGDY z tobą nie wrócę!!!-krzyczała na mnie.
-Ale An ja cię kocham-powiedziałem spokojnie.
-Jasne. A kochałeś mnie jak mówiłeś do mnie, że tylko ktoś chory zdoła mnie pokochać. Żebym spierdalała bo ci tylko na głowę wchodzę. CO!!!! Wtedy mnie kochałeś?! Nie sądzę.- wybuchła. Miała łzy w oczach. To było widać.
-Ale...-nie dała mi skończyć.
-Nie ma ale Harry. To bolało i boli!-chciałem jej dotknąć ale odrzuciła moją rękę-Nie dotykaj mnie Harry. Daj mi już spokuj.
...oczami An...
Gdy tak do niego mówiłam zauważyłam w oddali Justina, który śmieje się z zaistniałej sytuacji. Podszedł do nas.
-Hej An kotku. Uciekłaś ode mnie z łóżka więc musiałem cię poszukać-dał mi buziaka w policzek, a ja już wiedziałam o co mu chodzi.-O cześć Harry.
-Spierdalaj od niej-powiedział po cichu Hazz, ale ja i tak słyszałam
-Skarbie nie mów da mnie kotku do ci zaraz przypierdolę, a ty Hazz mówłeś coś?-obojgu zrzedła mina
-Ale jak to, myślałem że.. - nie dokończył bo mu Harry przerwał
-Co myślałeś że jak u ciebie An zanocuję to będziesz się mógł tak do niej zwracać? Przeciesz ty masz dziewczynę-powiedział Hazz
-No właśnie, a teraz pozwól, że pójdę z Harrym do NASZEGO domu.
Szliśmy w zupełnej ciszy. Nikt nie chciał jej przerwać.
-An-zaczą Harry
-Tak?
-Mam coś dla ciebie.
-A co?-zapytałam z lekkim uśmiechem
-Zobaczysz jak przyjdziemy do domu
Weszliśmy do domu i zobaczyłam pięknie przystrojony stół.
-Harry to piękne ale ja jestem nie odpowiednie ubrana.
-To leć się przebrać. W łazięce masz ubrania.
Weszłam do łazięki i ubrałam się w naszykowaną prze Harry'ego sukienkę i buty. No nie powiem miał dobry gust, sukienka leżała idealnie. Włosy spięłam tak. Miałam długie włosy więc wyszło idealnie. Do tego lekki makijaż oczu i byłam gotowa. Zeszłam na dół i zobaczyłam Harry'ego z różą w zębach.
-Hazz pacanie bo się skaleczysz - podeszłam do niego i wyjęłam mu róże
-Róża dla ciebie mnie nie kaleczy.-powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Dzięki-powiedziałam
-Siadajmy-powiedział po czym zajęliśmy miejsca. Cały czas gdy jedliśmy Harry spoglądał na mnie. Nagle po prostu nie wytrzymałam wzięłam jedzenie i poszłam zjeść na kanapę.
-An kochanie chodź tu do mnie zjeść bo mi się samamu nudno robi.
-Nie będę jadła w twoim towarzystwie.-odpowiedziałam mu
-A to niby dlaczego-podszedł do mnie i wziął mi talerz.
-Ej-krzyknęłam.
-Co już skończyłaś-powiedział żartobliwie.
-Nie prawda wcale, że..-nie dokończyłam bo patrzyłam jak bierze sobie do ust całkiem spory kawałek mojego kurczaka..
-Mówiłaś coś?-zapytał z pełnymi ustami.
-Już nic. -odpowiedziałam i zobaczyłam jak wypluwa mojego kurczaka na talerz.-Harry jesteś obrzydliwy.
-Tak, to jak jestem obrzydliwy to cię zaraz zgwałcę.-powiedział ze śmiechem.
-CO?- nie mogłąm skończyć bo rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać. Gdy przestał poszłam się umyć i spać. Gdy już prawie zasypiałam wszedł Hazz i wpakował mi się do łóżka.
-Harry ja chcę się wyspać-powiedziałam
-No ja też-odpowiedział
-Tylko ja się chcę wyspaś sama.
-An ale mi tam samemu zimno. Mogę zostać plisssss-zaoytał z oczkami kota ze shreka.
-No dobra śpij już-uległam.
-Dzieki kocham cię-powiedział.
-Ta fajnie bo ja ciebie też.-i gdy to powiedziałam Hazz dał mi bardzo czułego buziaka na dobranoc. Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
__________________________________________________________________________________Post dodaje na moje urodziny. Wszyscy mnie błagali żeby była z Harry'm i tak będzie obiecuję/wasza Alex.
niedziela, 13 października 2013
rozdział 10 - tak mi to udowadniasz?
Tak powiedziałam to. Kochałam tego głupka. Jakbyście widzieli jego
minę.
-Co powiedziałaś?-zapytał mnie
-Wiem że to głupie. Przepraszam jeśli uraziłam twoją dumę mówiąc żebyś mnie kochał.-odpowiedziałam
-I znowu zaczynasz?!-podniósł głos
-Co zaczynam? Uświadom mi to.
-Być dla mnie taka oschła.
-No sorry ale każdy ma swoje zdanie. Ja tak uważam bo tak się zachowujesz!-również lekko podniosłam głos.
-No to widać źle mnie znasz!!-zaczynała się kłótnia
-A kiedy miałam cię poznać? Przecież dla ciebie poznawanie się to znaczy pójść z kimś się pieprzyć!!!!-oj ale mu dowaliłam
-Kocham cię!!!!!! I wcale nie chcę cię pieprzyć!!!!-czyżby się uraził? Tak uraziłam rozpieszczoną gwiazdeczkę
-Nie wieżę ci że mnie kochasz i w to drugie też jakoś nie mogę uwieżyć. - odpowiedziałam teraz spokojniej i położyłam się tyłem do niego.
-Udowodnię ci to.-szepną mi do ucha i wyszedł, a ja zasnęłam.
Następnego dnia......
Wstałam o 9.00. Jacie gacie ja wstałam tak wcześnie. Chciałam znowu zasnąć ale nie mogłam cały czas chodziły mi po głowie słowa Hazzy że mi to udowodni. Ale co? W jaki sposób? Nic nie wymyśliłam. Podreptałam do walizki i otworzyłam ją. Boże co on mi spakował. Po jakichś 5 minutach skąpletowałam ubrania i poszłam przebrać się w to. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż i zalokowałam włosy bo Harry oczywiście nie wziął prostownicy tylko lokówkę. Zeszłam na dół. Usłyszałam piękne zapachy z kuchni i jakieś śpiewy. Nie mogłam się powstrzymać i podreptałam do kuchni i przytuliłam od tyłu mojego kucharza.
-Ładnie śpiewasz. Co na śniadanie? - zapytałam
-Robię naleśniki. Zaraz będą siadaj-uśmiechną się do mnie i cmokną w nos. Jeny on się naprawdę starał.-Podano do stołu. -zawołał po chwili i przyszedł z talerzami na których były naleśniki.
-Dziękuje panu.-odpowiedziałam z gracją i zabraliśmy się za jedzenie. Były naprawdę smaczne.
Gdy zjedliśmy poszłam do kuchni zmyć naczynia. Jak już zmyłam poszłam do salonu. Harry bacznie mi się przyglądał.
-No co sam mi takie ubrania spakowałeś.
-Kurdę jak ja bym cię teraz chciał ale muszę się po wstrzymywać-powiedział.
-Wiedziałam!-krzyknęłam trochę zła
-Ale co?-zapytał
-Nic idę się przejść.
-Poczekaj idę z tobą.
-Nie nie idziesz. Muszę wszystko przemyśleć.
-Dobra ale postaraj się wrócić przed 20.00
-OK.
Wyszłam i szłam przez park. Dreptałam ścieżką i oglądałam widoki. Usiadłam na ławce i przyglądałam się blondynce siedzącej przede mną. Kogoś mi przypominała, ale nie wiedziałam kogo.
(Wspomnienie)
-Hej Sam czekaj. To nie moja wina! - krzyczałam na przyjaciółkę biegnącą w wzdłuż parku. Nagle się zatrzymała i podeszła do mnie.
-Jak to nie twoja, a kto całował mojego chłopaka. Hmmm?
-Nie ja go całowałam tylko on mnie. Zobacz tu mam dowód-odwróciłyśmy się i zobaczyliśmy jak Jim
(chłopak Sam) całuję się z inną. W oczach dziewczyny były łzy, jednak do dziś mi nie wybaczyła....
(Koniec wspomnienia)
-Sam - powiedziałam szeptem - Wybacz mi - znowu szeptem jednak dziewczyna to usłyszała i odniosła głowę. Tak to była moja Sam. Tak bardzo za nią tęskniłam.
-An, kochanie tęskniłam.-powiedziała i dosiadła się do mnie.-Już zrozumiałam jaki błąd popełniłam opuszczając cię.
-Sam nie twoja wina. Dobra nie będziemy tak tu siedzieć chodź do mnie.
-Nie nie mogę czeka na mnie kolega.
-Ah tak kolega... Dobra to może jutro się spotkamy?
-No pewnie. Do zoba.
-Pa-odpowiedziałam przyjaciółce i poszłam do domu. Miałam tam być przed 20. I prawie było za pięć dwudziesta jak weszłam do domu. Krzyknęłam tylko jestem i poszłam do pokoju. gdy się przebierałam do piżamki jeśli tak to można nazwać wparował Harry. Kurwa co za idiota.
-Puka się!-wrzasnęłam na niego
-Przepraszam An. Chciałem cię poprosić żebyś poszła ze mną na dyskotekę. A tak poza tym masz ładny stanik.-gdy to powiedział zorientowałam że nie mam na sobie bluzki jednak nie przejmowałam się tym zbytnio.
-Dzięki i nie wiem
-No prooooooszę-przeciągną literę i przez to mu uległam. A niech to.
-Dobra tylko daj mi się przebrać.
-OK- powiedział i cmokną mnie w......usta. Jacie gacie. Dobra mniejsza o to. Poszłam się odświeżyć i ubrać. Wyszłam i poszłam zrobić sobie włosy. Ścieniowałam je. Miałam na dnie torby farbę cieniującą. Oczy pomalowałam tak. Nauczyła mnie tego mama Sam bo była makijażystką. Gotowa zeszłam na dół.
-WOW opłacało się tyle na ciebie czekać. Wyglądasz wspaniale.-powiedział
-Dzięki. Idziemy?- dopiero wtedy zobaczyłam jak był ubrany. Kremowe spodnie dobrze komponowały się z białym t-shirtem i czarną marynarką. Wyglądał naprawę dobrze.
-No chodź
Szliśmy rozmawiając i śmiejąc się. Weszliśmy do klubu. Od razu poczułam zapach potu i alkoholu.
-Idę po drinki.-powiedział Harry.
-Jasne poczekam tutaj.
-Yhm. Dobra.
Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak bardzo przystojny nie powiem i zaciągną do tańca. Tańczyliśmy, a ja prawie zapomniałam o Harry'm. Gdy skończył się taniec zaczęłam go szukać jednak na próżno.
Usiadłam na schodach przed klubem w nadziei że kiedyś wyjdzie. Nagle poczułam że ktoś mnie przytula. Harry-pomyślałam. Jednak się myliłam bo był to Justin.
-Hej moja ty ślicznotko co ty tu tak sama siedzisz?-zapytał. Wtedy zdałam sobie sprawę że to nie jakiś tam Justin tylko Justin Bieber.
-Czekam ale chyba się nie doczekam.
-To chodź. Co będziemy tu tak siedzieć.
-Masz rację. O sorry ktoś dzwoni. Zaraz przyjdę.
-Dobra poczekam.
-Nie musisz.... O kurwa-spojrzałam na telefon Liam dzwoni...
-Co się stało? - zapytał z troską większą niż czasami mój brat.
-Nic....... Halo.....Liam......co nic nie robię.....nie wiem gdzie jest Harry.........tak szukałam go ale nie mogłam znaleźć......no ok paa.
-Justin widziałeś tutaj może Ha...-nie dokończyłam bo przerwał mi pocałunkiem i to takim naprawdę dziwnym. No ależ cóż odwzajemniłam go. Ja jestem dziwna.
...oczami Harry'ego....
Zobaczyłem ją. Moją małą An. Całowała się z Justinem.....zaraz zaraz z Justinem. Chciałem do nich podejść i wpierdolić Justinowi przecież on miał dziewczynę to jakim prawem całował moją. Chociaż on nie była moja bardzo chciałem być dla niej kimś ważnym. Będę się starał obiecuję to na moją miłość do niej. Lecz najpierw idę się napić.
....oczami An....
Gdy Justin skończył ten pocałunek weszliśmy do klubu, a Justin cały czas się do mnie uśmiechał. Zobaczyłam Hazzę. Siedział przy barze. Powiedziałam Justinowi że idę z nim pogadać.
-Harry...
-O nasza maleńka przyszła. Co chcesz.
-O co ci chodzi?
-Szybko bo idę się zabawić-wtedy podeszła do niego jakaś ruda i zaczęła go całować. Miałam łzy w oczach.-Nie bój się z tobą też się kiedyś zabawię.
-Odpierdol się ode mnie-powiedziałam
-Spierdalaj bo tylko mi na głowę wchodzisz.-wtedy gdy to powiedział pierwsza łza polała się po moim policzku. Odeszłam i przytuliłam się do Justina.
-Zabierz mnie stąd Justin proszę
-Oczywiście, chodź-poszliśmy
Całą drogę przeszliśmy w ciszy. Chciałam ją przerwać ale nie umiałam. Razem z Justinem weszliśmy do domu w którym na razie mieszkałam. Nie chciałam być sama. Oglądaliśmy film i właśnie wtedy wszedł Hazza. Ja momentalinie przytuliłam się do Justina. Harry zaczął kutnie
-Wypierdalaj stąd chuju!!!!-zaczą krzyczeć
-Zostaw go!!!!-wdałam się w kłutnię
-Zamkij sie dziwko!!!!-momentalnie łzy pociekły mi po policzku
-Tak mi to udowadniasz?-zapytałam cicho
-CO!!!-zapytał krzycząc
-Że mnie kochasz-odpowiedziałam
-Nigdy cię nie kochałem. No bo zobacz na siebie kto zdrowy mógłby cię pokochać?! CO!!!!?????- i właśnie wtedy schowałam się za Justina płacząc mu w ramię
-Ja ją pokochałem i jestem zdrowy-odezwał się mój wybawiciel, a my spojżeliśmy na nigo.
-Ciebię się o nic nie pytałem-powiedział Harry
-Mam tego dość.-pobiegłam do siebie i wybiegłam spakowana
-Ej co robisz gówniaro?!-zapytał wyraźnie wkurwiony
-Wychodzę i nie wrócę-odpowiedziałam i wyszłam razem z Justinem.
-I co ja teraz zrobię?-zapytałąm gdy byliśmy na dworze.
-Chodź do mnie
-Ale...
-Nie ma żadnego ale chodź.-zamuwiliśmy taxi i po 10 min byliśmy pod jego domem był piękny. Weszliśmy do niego a on pokazał mi pokój w którym miałam zostać na noc
-Proszę
-Dziękuje-powiedziałam po czym poszłam się umyć i przebrać w to co miałam w walizce czyli tą nieszczęsną koszule. Gdy ją ubrałam zeszłąm na dół i tam oglądneliśmy z Justinem komedię i poszłam spać.
środa, 9 października 2013
rozdział 9 - Gdzie mnie ciągniesz?
...Oczami An...
Harry prowadził mnie gdzieś w nie znanym mi kierunku.
-Harry gdzie mnie ciągniesz.- zapytałam
-Przed siebie - odpowiedział mi miło. Aż się trochę zdziwiłam
Szliśmy i szliśmy aż wkońcu doszliśmy do jakiegoś czarnego BMW. Weszliśmy do auta ja może niechętnie no ale weszłam. Gdy zamknęłam drzwi ułożyłam się się wygodnie na fotelu i zobaczyłam na telefon. Nic pustki. A czego mogłam się spodziewać. Nagle zorientowałam się, że nadal stoimy.
-Czemu stoimy?-zapytałam
-Bo tak.-odpowiedział patrząc się na mnie
-Aha, a moglibyśmy ruszyć?-zapytałam ponownie
-Nie.
-Ale dlaczego?
-Bo jak ruszę to nie będę mógł się na ciebie popatrzyć.
-Ok. Pa.-odpowiedziałam obojętnie. Już chciałam wyjść kiedy się zorientowałam że drzwi są zamknięte.
-Wypuść mnie! Chcę wracać do domu, wypuść mnie do jasnej cholery.
-Nie wypuszczę cię bo Liam mnie prosił żebym cię zabrał gdzieś zdala od niego.-powiedział spokojnie
-Ale od kogo?
-No od Juliana.
-Ale czemu??
-Nie rozumiesz..-powiedział i spuścił głowę.
-Czego kurwa nie rozumiem?!-podniosłam trochę głos.
-Tego, że Julian cię skrzywdzi. On ma dziewczyny tylko na jedną noc. Nie chcę żeby on ci coś zrobił...-Chciał kontynuować swój monolog ale przerwał mu mój telefon.
-OOO nareszcie ktoś się o mnie martwi. - westchnęłam gdy zobaczyłam że dzwoni Julian.
Rozmowa telefoniczna (A-An, J-Julian)
A-Hej Julian.
J-Hej co robisz?
A- Miło że się martwisz jako jedyny.- Gdy powiedziałam dwa ostatnie słowa popatrzałam na Harry'ego, a on wstał i wyszedł z auta i trzasną drzwiami, wtedy właśnie zdałam sobie sprawę co zrobiłam.
A-Sorry ale ja muszę kończyć.
J-Ale jak to nie...-nie dane mu było dokończyć bo się rozłączyłam. Wybiegłam z auta jak poparzona. Nie mogłam go znaleźć. Rozglądałam się dobrze i wtedy zobaczyłam idącą gdzieś osobę. Rozpoznałam go to był Harry. Szybko ile miałam sił i dogoniłam go. Ma się kondycję.
-Harry... czekaj.. na...chwilę-mówiłam dysząc. No tak ma się kondycję ale on naprawdę szybko chodził.
-Po co mam czekać żebyś na mnie wyjechała ze swoimi tekstami-powiedział rozdrażniony.
-Nie chciałam cię tylko przeprosić. To nie miało tak wyjść.-powiedziałam gdy w miarę uspokoiłam oddech.
-A jak? Myślisz że ja się o ciebie nie martwię?!-powiedział z poniesionym głosem.
-Nie, wiem że się martwisz ale nie wiem o co ci chodzi z tym że Julian mnie skrzywdzi, nie znasz go?-powiedziałam mile.
-Znam i to nie wiesz jak bardzo.-powiedział mile.
-Ale co o ni... - nie dokończyłam bo przerwał mi pocałunkiem. Na początku byłam zdezorientowana. Ale po chwili wiedziałam co się dzieję. Mój mózg kazywał mi przestać ale serce... mówiło coś innego. Nagle nasz niewinny pocałunek wrodził się bardziej namiętny i pożądany. Gdyby nie to, że brakowało nam tlenu nie kończylibyśmy tego co się zdarzyło.
-Zawsze chciałem to zrobić - powiedział po czy złączył nasze czoła.
-Ja też-odpowiedziałam mu
-Zaraz ty co?!-popatrzył na mnie tym jego pytającym wzrokiem.
-No zawsze chciałam ci zamknąć te twoje usteczka ale nie wiedziałam jak.- powiedziałam i odeszłam od niego na 4 metry, a on stał smutny.-No przecież żartuje chodź. - wyciągnęłam do niego dłoń, a on ją chwycił i poszedł ze mną w stronę auta.
Gdy byliśmy przy aucie on przywarł mnie do maski i zaczął całować. Całował wszędzie po szyi, ramionach, rękach, a ja? A ja miałam motyle w brzuchu. Teraz już wiedziałam że go kocham. Nagle przestał, a ja stałam ze zdziwioną miną.
-Reszta będzie w domu An.-odpowiedział, a ja pokiwałam głową z niedowieżaniem.
Weszliśmy do domu a Harry jechał w innym kierunku od domu.
-Harry ale dom jest tam-pokazałam palcem.
-An, słoneczko jedziemy na małe wakacje.-odpowiedział szczęśliwy.
-Ale jak to na wakacje?! Przecież jestem nie spakowana.
-Nie bój się spakowałem cię.
-Aha.
Nie jechaliśmy w ciszy, co chwila się śmialiśmy. Nagle Harry spoważniał i już wtedy jechaliśmy w ciszy.
Czy ja coś złego powiedziałam. Chyba raczej nie ale nie wiem. Stanęliśmy.
-Jesteśmy na miejscu. - powiedział obojętnie.
-Ok - powiedziałam równie obojętnie i wysiedliśmy z auta.-Możesz podać mi moją torbę?- zapytałam lekko się uśmiechając. Ale on tylko podał mi torbę i powiedział:
-Masz tu torbę i kluczę otwórz a ja wykonam telefon.
-Dobra- powiedziałam ze zdziwieniem i poszłam otworzyć domek.
...oczami Harry'ego...
W czasie kiedy An otwierała dom ja zadzwoniłem do Lou. Po długiej i męczącej rozmowie z moim przyjacielem poszedłem do domu. Nie widziałem nigdzie An no ale pewnie się myje. Nagle z za drzwi wyłoniła się piękna osóbka, ubrana w tohttp://images.kangoo.pl/71947730/281-535/large/koszulka_nocna_wzorek_satynowa_fioletowa.jpg. Już myślałem że będzie tylko w tym ale jednak miała na sobie jeszcze leginsy do większej połowi uda i stanik.
-Harry możesz mi powiedzieć dlaczego w mojej walizce było tylko to do spania?-zapytała słodkim głosikiem.
-Bo bardzo chciałem cię w tym zobaczyć.-podeszłemu do niej i szepnąłem-ale tylko w tym.
-A tobie co humorek wrócił?-zapytała z lekkim rozbawieniem.
-No wrócił gdy tylko cię zobaczyłem i wiesz co mam na ciebie chrapkę jak Niall na kanapkę.
-Zboczeniec pomocy!-zaczęła krzyczeć ze śmiechem.
-O nie tylko nie zboczeniec. - podeszłem do niej chwyciłem ją w talii.
-I co chcesz ze mną teraz zrobić hmm?
-Oj chciałem tego nie robić ale mnie za bardzo sprowokowałaś-powiedziałem i przeżucając ją sobie przez ramię, Szedłem z nią na ramieniu kierując ją do sypialni. Gdy znalazłem się pod drzwiami kopnąłem w nie i położyłem moją małą An na łóżku.
-I co by tu teraz z tobą zrobić hmm?
-Miej litość dla mnie biednej-powiedziała udając skruchę.
-Już za dużo litości na ciebie wydałem- powiedziałem to i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobranoc An-pocałowałem ją w czoło i już miałem wyjść gdy nagle usłyszałem jej chichot.
-Z czego tak chichoczesz?-zapytałem
-Z ciebie.
-A co we mnie jest takiego śmiesznego bo chętnie się z tobą pośmieje.
-No bo myślała że mi coś naprawdę chcesz zrobić.-opowiedziała i wybuchnęła śmiechem.
-O teraz przegięłaś- podeszłem do niej. ściągnąłem z niej kołdrę i usiadłem na nią okradkiem.-I co by tu teraz z tobą zrobić?-zastanawiałem się a ona powiedziała co mnie zupełnie zaskoczyło ale również uszczęśliwiło:'
-Po prostu mnie kochaj.
__________________________________________________________________________________I MAMY ROZDZIAŁ 9. WIEM ŻE PÓŹNO ALE NIE MIAŁAM WENY. PAMIĘTAĆ O KOMENTARZACH/ ALEX
Harry prowadził mnie gdzieś w nie znanym mi kierunku.
-Harry gdzie mnie ciągniesz.- zapytałam
-Przed siebie - odpowiedział mi miło. Aż się trochę zdziwiłam
Szliśmy i szliśmy aż wkońcu doszliśmy do jakiegoś czarnego BMW. Weszliśmy do auta ja może niechętnie no ale weszłam. Gdy zamknęłam drzwi ułożyłam się się wygodnie na fotelu i zobaczyłam na telefon. Nic pustki. A czego mogłam się spodziewać. Nagle zorientowałam się, że nadal stoimy.
-Czemu stoimy?-zapytałam
-Bo tak.-odpowiedział patrząc się na mnie
-Aha, a moglibyśmy ruszyć?-zapytałam ponownie
-Nie.
-Ale dlaczego?
-Bo jak ruszę to nie będę mógł się na ciebie popatrzyć.
-Ok. Pa.-odpowiedziałam obojętnie. Już chciałam wyjść kiedy się zorientowałam że drzwi są zamknięte.
-Wypuść mnie! Chcę wracać do domu, wypuść mnie do jasnej cholery.
-Nie wypuszczę cię bo Liam mnie prosił żebym cię zabrał gdzieś zdala od niego.-powiedział spokojnie
-Ale od kogo?
-No od Juliana.
-Ale czemu??
-Nie rozumiesz..-powiedział i spuścił głowę.
-Czego kurwa nie rozumiem?!-podniosłam trochę głos.
-Tego, że Julian cię skrzywdzi. On ma dziewczyny tylko na jedną noc. Nie chcę żeby on ci coś zrobił...-Chciał kontynuować swój monolog ale przerwał mu mój telefon.
-OOO nareszcie ktoś się o mnie martwi. - westchnęłam gdy zobaczyłam że dzwoni Julian.
Rozmowa telefoniczna (A-An, J-Julian)
A-Hej Julian.
J-Hej co robisz?
A- Miło że się martwisz jako jedyny.- Gdy powiedziałam dwa ostatnie słowa popatrzałam na Harry'ego, a on wstał i wyszedł z auta i trzasną drzwiami, wtedy właśnie zdałam sobie sprawę co zrobiłam.
A-Sorry ale ja muszę kończyć.
J-Ale jak to nie...-nie dane mu było dokończyć bo się rozłączyłam. Wybiegłam z auta jak poparzona. Nie mogłam go znaleźć. Rozglądałam się dobrze i wtedy zobaczyłam idącą gdzieś osobę. Rozpoznałam go to był Harry. Szybko ile miałam sił i dogoniłam go. Ma się kondycję.
-Harry... czekaj.. na...chwilę-mówiłam dysząc. No tak ma się kondycję ale on naprawdę szybko chodził.
-Po co mam czekać żebyś na mnie wyjechała ze swoimi tekstami-powiedział rozdrażniony.
-Nie chciałam cię tylko przeprosić. To nie miało tak wyjść.-powiedziałam gdy w miarę uspokoiłam oddech.
-A jak? Myślisz że ja się o ciebie nie martwię?!-powiedział z poniesionym głosem.
-Nie, wiem że się martwisz ale nie wiem o co ci chodzi z tym że Julian mnie skrzywdzi, nie znasz go?-powiedziałam mile.
-Znam i to nie wiesz jak bardzo.-powiedział mile.
-Ale co o ni... - nie dokończyłam bo przerwał mi pocałunkiem. Na początku byłam zdezorientowana. Ale po chwili wiedziałam co się dzieję. Mój mózg kazywał mi przestać ale serce... mówiło coś innego. Nagle nasz niewinny pocałunek wrodził się bardziej namiętny i pożądany. Gdyby nie to, że brakowało nam tlenu nie kończylibyśmy tego co się zdarzyło.
-Zawsze chciałem to zrobić - powiedział po czy złączył nasze czoła.
-Ja też-odpowiedziałam mu
-Zaraz ty co?!-popatrzył na mnie tym jego pytającym wzrokiem.
-No zawsze chciałam ci zamknąć te twoje usteczka ale nie wiedziałam jak.- powiedziałam i odeszłam od niego na 4 metry, a on stał smutny.-No przecież żartuje chodź. - wyciągnęłam do niego dłoń, a on ją chwycił i poszedł ze mną w stronę auta.
Gdy byliśmy przy aucie on przywarł mnie do maski i zaczął całować. Całował wszędzie po szyi, ramionach, rękach, a ja? A ja miałam motyle w brzuchu. Teraz już wiedziałam że go kocham. Nagle przestał, a ja stałam ze zdziwioną miną.
-Reszta będzie w domu An.-odpowiedział, a ja pokiwałam głową z niedowieżaniem.
Weszliśmy do domu a Harry jechał w innym kierunku od domu.
-Harry ale dom jest tam-pokazałam palcem.
-An, słoneczko jedziemy na małe wakacje.-odpowiedział szczęśliwy.
-Ale jak to na wakacje?! Przecież jestem nie spakowana.
-Nie bój się spakowałem cię.
-Aha.
Nie jechaliśmy w ciszy, co chwila się śmialiśmy. Nagle Harry spoważniał i już wtedy jechaliśmy w ciszy.
Czy ja coś złego powiedziałam. Chyba raczej nie ale nie wiem. Stanęliśmy.
-Jesteśmy na miejscu. - powiedział obojętnie.
-Ok - powiedziałam równie obojętnie i wysiedliśmy z auta.-Możesz podać mi moją torbę?- zapytałam lekko się uśmiechając. Ale on tylko podał mi torbę i powiedział:
-Masz tu torbę i kluczę otwórz a ja wykonam telefon.
-Dobra- powiedziałam ze zdziwieniem i poszłam otworzyć domek.
...oczami Harry'ego...
W czasie kiedy An otwierała dom ja zadzwoniłem do Lou. Po długiej i męczącej rozmowie z moim przyjacielem poszedłem do domu. Nie widziałem nigdzie An no ale pewnie się myje. Nagle z za drzwi wyłoniła się piękna osóbka, ubrana w tohttp://images.kangoo.pl/71947730/281-535/large/koszulka_nocna_wzorek_satynowa_fioletowa.jpg. Już myślałem że będzie tylko w tym ale jednak miała na sobie jeszcze leginsy do większej połowi uda i stanik.
-Harry możesz mi powiedzieć dlaczego w mojej walizce było tylko to do spania?-zapytała słodkim głosikiem.
-Bo bardzo chciałem cię w tym zobaczyć.-podeszłemu do niej i szepnąłem-ale tylko w tym.
-A tobie co humorek wrócił?-zapytała z lekkim rozbawieniem.
-No wrócił gdy tylko cię zobaczyłem i wiesz co mam na ciebie chrapkę jak Niall na kanapkę.
-Zboczeniec pomocy!-zaczęła krzyczeć ze śmiechem.
-O nie tylko nie zboczeniec. - podeszłem do niej chwyciłem ją w talii.
-I co chcesz ze mną teraz zrobić hmm?
-Oj chciałem tego nie robić ale mnie za bardzo sprowokowałaś-powiedziałem i przeżucając ją sobie przez ramię, Szedłem z nią na ramieniu kierując ją do sypialni. Gdy znalazłem się pod drzwiami kopnąłem w nie i położyłem moją małą An na łóżku.
-I co by tu teraz z tobą zrobić hmm?
-Miej litość dla mnie biednej-powiedziała udając skruchę.
-Już za dużo litości na ciebie wydałem- powiedziałem to i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobranoc An-pocałowałem ją w czoło i już miałem wyjść gdy nagle usłyszałem jej chichot.
-Z czego tak chichoczesz?-zapytałem
-Z ciebie.
-A co we mnie jest takiego śmiesznego bo chętnie się z tobą pośmieje.
-No bo myślała że mi coś naprawdę chcesz zrobić.-opowiedziała i wybuchnęła śmiechem.
-O teraz przegięłaś- podeszłem do niej. ściągnąłem z niej kołdrę i usiadłem na nią okradkiem.-I co by tu teraz z tobą zrobić?-zastanawiałem się a ona powiedziała co mnie zupełnie zaskoczyło ale również uszczęśliwiło:'
-Po prostu mnie kochaj.
__________________________________________________________________________________I MAMY ROZDZIAŁ 9. WIEM ŻE PÓŹNO ALE NIE MIAŁAM WENY. PAMIĘTAĆ O KOMENTARZACH/ ALEX
Subskrybuj:
Posty (Atom)